as-pik

Twój nowy blog

Przepraszam wszystkich czytających ten blog. Z powodu problemów technicznych zmieniamy adres bloga. Zapraszamy na http://aspikowy.blogspot.com/.

Przeniosłam wszystkie posty ale niestety komentarzy nie udało mi się przenieść. Przepraszam wszystkich komentujących :(

Aspik ciągle jest zafascynowany lokomotywami. Rysuje lokomotywy, zbiera lokomotywy, słucha i ogląda bajki z lokomotywami, bawi się w lokomotywę…

Matka Aspika lubi czasem oderwać się od świata lokomotyw i autystycznego syna i zająć czymś zupełnie innym. Oto, czym zajmuje się matka Aspika po godzinach: http://www.lamiglowki.net/.

Rower już jest z nami. Na szczęście udało się zostawić sprzęt za drzwiami, na klatce schodowej ale (oczywiście) przypięty do rury od gazu dwiema linkami zabezpieczającymi. Jakbyśmy mieli w domu więcej linek to rowerek wyglądałby jak choinka na Boże Narodzenie przystrojona łańcuchami.

Dziecko pokochało swój nowy rowerek. Teraz siedzi na klatce obok swojej nowej miłości. Widziałam, że tak będzie już wczoraj, kiedy przeprowadziliśmy taką oto rozmowę:

Ja: Synu, kupimy jutro rowerek.

Syn: Tak, tak, tak! – z wielkim uśmiechem, podskakiwaniem i wszystkimi innymi oznakami entuzjazmu.

Ja (coś mnie tknęło): I będziesz na nim jeździł?

Syn (z równie wielkim entuzjazmem): Nie.

Ja: To po co ci rower?

Syn (z miną świadczącą o wybitnej głupocie matki): Będę go podziwiał.

 

Jeżdżenie wychodzi dokładnie tak, jak się spodziewałam. Nie będę jednak psuła radosnego wpisu. Jazdę opiszę jak już będzie świetnie :)

Rower

2 komentarzy

Zrobiło się ciepło i przyjemnie. Mam nadzieję, że tym razem wiosna już z nami zostanie i zima nie wróci. A ponieważ jest cieplej to typową wiosenno-letnią aktywność czas zacząć. Piszę oczywiście o rowerku.

Na początek trochę wspomnień. Syn nigdy nie przepadał za motoryzacją więc wózek posiadaliśmy ale stał prawie nieużywany. Za to matka szybko traciła zbędne kilogramy nosząc dziecko w chuście.

Niechęć do poruszania się na kółkach trwała. Wózek po dwóch latach od zakupu wciąż był jak nowy, tylko nieco zakurzony. Z prób sadzania w nim dziecka zrezygnowałam ostatecznie przed drugimi urodzinami Aspika.

Jak tylko szkrab nauczył się chodzić, musieliśmy kupić dla niego smycz bo potworek zwykł był uciekać. Mniej więcej w tym czasie dziadkowie kupili rowerek trzykołowy. I tak zaczął się nowy etap naszej wspólnej przygody. Dowiedziałam się mianowicie, że pedałowanie przekracza możliwości dziecka. Z zazdrością patrzyłam na inne dzieci z zapałem pedałujące na rowerkach trzykołowych i ścigające się ze sobą. Wytłumaczyłam sobie, że Aspik ma jeszcze czas bo i chodzić nauczył się nieco później. Rowerek nie spodobał się zresztą Aspikowi więc szybko poszedł w odstawkę.

W tym czasie zafascynowałam się rowerkami biegowymi (laufrad). Dzieciaki tak fajnie na nich wyglądają! Co prawda żadnego takiego rowerka na żywo nie widziałam ale od czego jest Internet. I tak niedługo po trzecich urodzinach sprzęt trafił do syna. I wzbudził zachwyt! Aspik jeździł najpierw bardzo nieufnie, później jednak coraz pewniej odpychał się nóżkami i zaczął nawet zjeżdżać z podjazdów dla niepełnosprawnych. Co ważniejsze poprawiła się jego równowaga, a to z kolei wprawiło w zachwyt matkę.

Lata mijały, Aspik jeździł na rowerku biegowym i rósł. Dwa sezony laufrad służył. Niestety w tym roku okazało się, że siodełka nie da się już wyżej podnieść, kolana zahaczają o kierownicę i trzeba pomyśleć o nowym sprzęcie do jazdy. I tu zaczęły się problemy. Tak dużych rowerków biegowych jak dla Aspika nie ma. Nie produkują.

Miałam nawet pomysł, żeby kupić zwykły rowerek dziecięcy i wykręcić układ napędowy jednak to chyba nie jest dobry pomysł. Co udało się osiągnąć za pomocą laufrada do nasze, więcej nam nie pomoże. Trzeba ćwiczyć koordynację. Kupujemy zwykły rower. Z bocznymi kółkami, pedałami, dzwonkiem i wszystkim, co potrzebne.

Oburzą się zaraz na mnie miłośnicy rowerków biegowych. Bo to skandal przesiadać się z laufrada na rower z bocznymi kółkami. Bo dziecko jeżdżące na laufradzie siada na dwukołowca i po prostu jedzie, nie musi się uczyć z dodatkowymi kółkami. Bo stracimy tę równowagę, którą udało się wypracować na rowerku biegowym.

Macie rację, miłośnicy rowerków biegowych, ale tylko jeżeli chodzi o zdrowe dzieci. Zdrowe dziecko wypracuje sobie równowagę na rowerku biegowym, wsiada na zwykły rower dwukołowy i umie jeździć. Ale zdrowe dziecko umie pedałować. Nie wiadomo skąd ale umie. Aspik tego nie potrafi.

U nas rower z bocznymi kółkami ma umożliwić naukę pedałowania. A z czasem… kto wie, może uda się złożyć obydwie umiejętności, utrzymywanie równowagi na laufradzie i, mam nadzieję, pedałowanie na rowerze z bocznymi kółkami i Aspik pojedzie na dwukołowcu?

 

Dzisiaj sprzęty oglądaliśmy, przymierzaliśmy i zapadła decyzja. Rowerek 16-calowy, niebieski (uff, jakie szczęście, że udało się wyperswadować różowy). Jutro nabytek odbieramy i zaczynamy lekcje.

Wszystkim zaglądającym na naszego bloga, tym, którzy weszli tu przypadkowo i tym, którzy bywają częściej dziękujemy.

Aspik coraz bardziej się interesuje, co ja tam klikam na klawiaturze, myślę, że niedługo zacznie podsuwać własne pomysły na posty. Może chęć napisania czegoś na blogu zmotywuje go do nauki czytania i pisania?

Mamy nadzieję oboje, że zainteresowanych blogiem będzie przybywało.

Już teraz życzymy Wam wszystkim wesołych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy, oderwania się od codzienności, naładowania baterii na kolejne miesiące i szalonego, mokrego śmigusa-dyngusa.

2 kwietnia będziemy obchodzić Światowy Dzień Autyzmu.Część obiektów, w tym Pałac Kultury w Warszawie będzie oświetlony na niebiesko.

Dlaczego o tym piszę? Bo Zespół Aspergera (zaburzenie Aspika) należy do spektrum zaburzeń autystycznych.

Proszę, zerknijcie tutaj: http://fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3067193,2,2,ojciec.html.  Piękne, poruszające…

Nowość absolutna. Aspik wczoraj napisał wyraz „tata” drukowanymi literami. Cieszę się przeogromnie, pewnie moja radość byłaby większa gdybym nie widziała procesu pisania. Ponieważ jednak pisanie widziałam to zmartwienie zakłóca zadowolenie i dumę z syna.

Aspik zaczął od napisania litery A z prawej strony kartki. Następnie napisał literę T bliżej środka. Litera A jeszcze bliżej lewej strony i z trudem wciśnięta litera T na samym lewym marginesie. Czyli pisał od prawej do lewej strony albo raczej od ostatniej do pierwszej literki. Dodatkowo pionowe linie rysował od dołu do góry, poziome zaś od prawej do lewej strony.

Dziwne to wszystko było.

Mamy kolejne zadanie – nauczyć Aspika poprawnego pisania. I to natychmiast bo jak sobie schemat utrwali…

Nie wiadomo jeszcze, czy Aspik zostanie przyjęty do przedszkola czy będzie musiał iść do zerówki szkolnej (czego ani sobie ani jemu nie życzę). Wiadomo natomiast, że Aspik będzie musiał kiedyś nauczyć się czytać. I że nie będzie to łatwe.

Mieliśmy dawno temu przygodę z metodą Domana. Matka zrobiła kartki z kilkuset słowami, bawiła się z dzieckiem kilka miesięcy, a dziecko co? Ano nic. Kilka słów zapamiętał i potrafi „przeczytać” ale tylko w takiej formie, jak była na karcie. Czyli zna i przeczyta słowo „jajko” ale już nie „jajka”. Prawdopodobnie przyczyną są problemy w komunikacji międzypółkulowej i baardzo niewielkie wykorzystanie prawej półkuli (odpowiadającej za wyobraźnię, myślenie obrazami, syntezę informacji).

Po rozmowie z psychologiem i pedagogiem stwierdziłam, że nie da się Aspika nauczyć czytania metodą „tradycyjną”, czyli zaczynając od literek. Bo Aspik literki zna, a i tak nie zbuduje z nich słowa. Tym bardziej nie przeczyta (ly-o-ky-o-my-o-ty-wy-a – przyznacie, nie da się zrozumieć). Zostaje nam więc metoda sylabowa lub właśnie Doman. A że Domana już wypróbowaliśmy więc wyboru już nie było.

Czytanie sylabowe, analityczno–sekwencyjne wykorzystuje lewą półkulę mózgu, będziemy opierać się na mocnych stronach Aspika.

Szczęśliwie się złożyło, że Aspik właśnie zainteresował się czytaniem. Wypytywał, jak się pisze jakiś wyraz. Daje mi to nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zainteresuje się też nauką czytania. A jak Aspik coś zaczyna to zawsze kończy więc nadzieja, że Aspik będzie czytał jest uzasadniona :)

Agnieszka, mama dzielnego Franka (http://dzielnyfranek.blogspot.com/) w jednym ze swoich postów napisała, że każda zabawa ma drugie dno, zabawa spontaniczna nie istnieje (albo coś takiego, nie pamiętam dokładnie ;) )

Agnieszka ma stuprocentową rację.

Aspik w ogóle zbyt zabawowym chłopakiem nie jest. Dla niego istnieją tylko lokomotywy i praktycznie wszystko może stać się lokomotywą. Samochody, klocki drewniane, patyki, nawet sam Aspik.

Każdą „zabawę” oceniam pod kątem przydatności terapeutycznej. Wszelkie układanki, puzzle wzmacniają procesy analityczne i spostrzegawczość. Gry planszowe (chińczyk i podobne), domino uczą wzajemności, czekania na swoją kolej oraz trudnej prawdy, że w grach losowych nie zawsze się wygrywa. Rysowanie wzmacnia mięśnie potrzebne do pisania. Lepienie z ciastoliny i innych mas, także wyrabianie ciasta pomaga zrozumieć, że „brudne” rączki to nie koniec świata (to nie nadwrażliwość tylko przekonanie, dopóki nie zobaczy jest ok), a także rozwija małą motorykę i uczy, że trzy kulki jedna na drugiej to bałwanek, a jedna za drugą to gąsienica.

Chodzenie po krawężniku ćwiczy równowagę, podobnie jak rowerek biegowy, choć w innym zakresie. Wszelkie zabawy z użyciem dużej piłki, siedzenie, leżenie, podskakiwanie pomagają Aspikowi lepiej poczuć swoje ciało (propriocepcja). Tak samo jak zabawa w naleśnik (zawijanie dziecka w kocyk i masowanie) i kilka innych podobnych zabaw-ćwiczeń. Bieganie, wspinanie się, skakanie ćwiczy dużą motorykę.

Zbyt dużo pracy zostało do wykonania, żeby był czas na spontaniczność. Tylko, że o tym wiemy my, dorośli. Dziecko ma się w tym wszystkim w miarę dobrze bawić, chociaż niektóre „zabawy” są dość trudne.

 

Na koniec dowód, że Aspik jest najprawdziwszym Asem (tak twierdzi matka, a matki nigdy się nie mylą :) ) Pm36 według Aspika:

Wpis bez tematu czyli o wszystkim i o niczym.

Zapisałam dziś syna na kolejną wizytę u neurologa i pedodonty, powinnam go jeszcze do alergologa zapisać ale nie mam serca go męczyć. Alergię tylko podejrzewamy ponieważ Aspik miewa zmiany skórne po niektórych pokarmach ale „niedobre” pokarmy eliminujemy bez trudności i problemów nie ma. Wizyta u alergologa nie jest więc pilna i można ją spokojnie odłożyć nawet na kilka miesięcy.

Wizyta u pedodonty to już dla nas norma. Dla nieznających terminu to stomatolog dziecięcy ;) Syn ma spore problemy z zębami, lapisowane (czyli czarne) jedynki i dwójki górne, niemal wszystkie czwórki i piątki z plombami. Lapis trzeba kontrolować i uzupełniać właśnie raz na trzy miesiące. Na szczęście Aspik znosi te wizyty bez problemu.

Wizytą u neurologa się trochę przejmuję ale to dopiero za miesiąc, tymczasem spróbuję o niej nie myśleć…

 

Aspik miał niedawno gorączkę o nieznanej przyczynie. Prawdopodobnie przyczyny nie poznamy. Z badań krwi (morfologia, OB) wynika zakażenie bakteryjne ale bakterii nigdzie nie widać. Pediatra podejrzewała nawet utajone zapalenie płuc. Zrobiliśmy prześwietlenie i co? Czysto. Aspik za to czuje się dobrze, nie gorączkuje.

 

Poza tym wszystko u nas w porządku. Aspik rysuje coraz ładniejsze lokomotywy (teraz do Pięknej Heleny, czyli PM36-2, dołączył PM36, kto nie wie, o co chodzi zapraszam na  http://pl.wikipedia.org/wiki/Pm36), ćwiczy i robi postępy. Informuje panie w przedszkolu, że nadeszła już wiosna kalendarzowa, astronomiczna i klimatyczna. Obdarowuje panie rysunkami lokomotyw.

A oto nowość! Aspik poinformował, że chłopcy nie chcieli się z nim bawić :) Z czego się cieszę? Z tego, że jeżeli chłopcy nie chcieli się bawić z Aspikiem to znaczy, że Aspik chciał się bawić z chłopcami.

Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy post :)